Już niebawem, już wkrótce zaprezentuje końcową wersje mojego „największego” „dzieła” XD
Wkleję tutaj moje opowiadanie pod tytułem M.O.H.E.R. dla nie zorientowanych powiem że jest to opowiadanie o alternatywnej niedalekiej przyszłości krajem w którym toczy się akcja jest Polska i bliżej nieokreślone miasta aby uchylić rąbka tajemnicy ( dla tych którzy nie domyślają się po tytule albo jeszcze nie czytali wersji roboczej :P ) powiem tylko tyle że Polską rządzi ( UWAGA: drażliwy temat który może obrazić niektórych czytelników ) Rydz II i jego rozgłośnia... ^^
sobota, 21 czerwca 2008
piątek, 20 czerwca 2008
egzaminy, egzaminy, egzaminy, ...
Dzisiejszy wpis nie będzie długi :/ żerne tylko tyle że jutro i po jutrze mam egzaminy a prawie nic się na nie niemczyłem L trzymajcie kciuki ^_^
A co do Morrowind Project to mamy coraz więcej chętnych ktoś kto to teraz czyta jest chętny to proszę pisać do mnie na gg albo na forum http://elysium.yabbers.com/announces/dost-p-do-dzia-ow-wa-ne-t29.html
Dobranoc :-*
A co do Morrowind Project to mamy coraz więcej chętnych ktoś kto to teraz czyta jest chętny to proszę pisać do mnie na gg albo na forum http://elysium.yabbers.com/announces/dost-p-do-dzia-ow-wa-ne-t29.html
Dobranoc :-*
poniedziałek, 16 czerwca 2008
"To nie jest bajeczka dla dzieci" - opowiadanko :]
To puki co dopiero początek kolejnego opowiadania za które się wziołem. Będzie to opowiadanie z serii Fantassy z dużą dawką humoru :] musze je jeszcze poprawić i jak już wspomniałem jest to dopiero początek i prawdopodobnie niedługo napisze dalszączęść :]
"To nie jest bajeczka dla dzieci"
Dawno temu w świecie zupełnie niepodobnym do naszego, w świecie pełnym magii, potworów, rycerzy i dziewic stał dom. Było on inny niż wszystkie domy w tej krainie a to za sprawą tego, że zabudowanie to było magiczne.
Dom z pozoru zwyczajny nie różniący się niczym jak na tamte czasy było drewniany z ceglanymi fundamentami, ten ceglany fundament dla ludzi nie znających się na budownictwie, bądź kompletnych buraków mówił tylko to, że właściciel tego domu ma na pewno więcej pieniędzy od nich ponieważ na dom postawiony na ceglanych fundamentach albo całkowicie zbudowanym z cegły było stać niewielu… ale zaraz, zaraz miałem opowiadać o czymś innym a nie o durnych cegłach. Wróćmy więc do tematu. Dom z zewnątrz normalny posiadający przydomowy ogródek, altankę, ceglany komin (Boże znowu te cegły).
Natomiast wewnątrz tego budynku poza czterema ścianami parą okien i trzema drzwiami rozmieszczonymi. Okna były dla picu, ale drzwi…
Jedne prowadziły na zewnątrz do ogródka (bo były one zwykłe nie magiczne), natomiast dwoje pozostałych prowadziły zupełnie gdzie indziej te po prawej od wejścia były furtką do nieba a te z lewej drogą do piekła a w zasadzie drzwiami do niego.
W środku domu znajdowało się trzech ludzi Esternin wojownik którego intelekt nie przekraczał przeciętnej, jego brat Mertin mag który w przeciwieństwie do brata wolał usiąść i prze kilka godzin zastanawiać się nad rozwiązaniem problemu niż używać brutalnej i bezmyślnej siły. Trzecia osoba odziana w czarny płaszcz o bladej cerze pokrytej brudem jak gdyby postać ta nie myła się od stuleci, W istocie też tak było. Osoba ta o imieniu Arafiel
była panem ciemności i władcą piekła.
-Jeśli chcesz to przyjmę twojego brata w moje progi, ale powiedz mi bo w przeciwieństwie do niego- po tych słowach Arafiel nieznacznie wzniósł głowę ku górze poczym opuścił ją powrotem i znowu zaczął się wpatrywać w Merina swoim lodowatym i mrocznym spojrzeniem i kontynuował –nie jestem wszech wiedzący a ciekawi mnie jaki masz cel w tym że twój brat przez pięćdziesiąt lat będzie u mnie gościł.
Merin zaczął drapać się po czole jak to miał w zwyczaju gdy szukał na szybko jakiejś porządnej wymówki która zadowoliła by rozmówce
- Powiedzmy ze jest to swego rodzaju eksperyment który może podkreślam może pomóc ci w wyjściu dalej niż poza te drzwi – mag kiwnięciem głowy wskazał drzwi z których wyszedł pan ciemności. Prawda była taka że wszyscy pełno prawni mieszkańcy niebios i piekieł nie mogli wyjść poza ten dom, który był swojego rodzaju łącznikiem między tymi trzema światami. ...
"To nie jest bajeczka dla dzieci"
Dawno temu w świecie zupełnie niepodobnym do naszego, w świecie pełnym magii, potworów, rycerzy i dziewic stał dom. Było on inny niż wszystkie domy w tej krainie a to za sprawą tego, że zabudowanie to było magiczne.
Dom z pozoru zwyczajny nie różniący się niczym jak na tamte czasy było drewniany z ceglanymi fundamentami, ten ceglany fundament dla ludzi nie znających się na budownictwie, bądź kompletnych buraków mówił tylko to, że właściciel tego domu ma na pewno więcej pieniędzy od nich ponieważ na dom postawiony na ceglanych fundamentach albo całkowicie zbudowanym z cegły było stać niewielu… ale zaraz, zaraz miałem opowiadać o czymś innym a nie o durnych cegłach. Wróćmy więc do tematu. Dom z zewnątrz normalny posiadający przydomowy ogródek, altankę, ceglany komin (Boże znowu te cegły).
Natomiast wewnątrz tego budynku poza czterema ścianami parą okien i trzema drzwiami rozmieszczonymi. Okna były dla picu, ale drzwi…
Jedne prowadziły na zewnątrz do ogródka (bo były one zwykłe nie magiczne), natomiast dwoje pozostałych prowadziły zupełnie gdzie indziej te po prawej od wejścia były furtką do nieba a te z lewej drogą do piekła a w zasadzie drzwiami do niego.
W środku domu znajdowało się trzech ludzi Esternin wojownik którego intelekt nie przekraczał przeciętnej, jego brat Mertin mag który w przeciwieństwie do brata wolał usiąść i prze kilka godzin zastanawiać się nad rozwiązaniem problemu niż używać brutalnej i bezmyślnej siły. Trzecia osoba odziana w czarny płaszcz o bladej cerze pokrytej brudem jak gdyby postać ta nie myła się od stuleci, W istocie też tak było. Osoba ta o imieniu Arafiel
była panem ciemności i władcą piekła.
-Jeśli chcesz to przyjmę twojego brata w moje progi, ale powiedz mi bo w przeciwieństwie do niego- po tych słowach Arafiel nieznacznie wzniósł głowę ku górze poczym opuścił ją powrotem i znowu zaczął się wpatrywać w Merina swoim lodowatym i mrocznym spojrzeniem i kontynuował –nie jestem wszech wiedzący a ciekawi mnie jaki masz cel w tym że twój brat przez pięćdziesiąt lat będzie u mnie gościł.
Merin zaczął drapać się po czole jak to miał w zwyczaju gdy szukał na szybko jakiejś porządnej wymówki która zadowoliła by rozmówce
- Powiedzmy ze jest to swego rodzaju eksperyment który może podkreślam może pomóc ci w wyjściu dalej niż poza te drzwi – mag kiwnięciem głowy wskazał drzwi z których wyszedł pan ciemności. Prawda była taka że wszyscy pełno prawni mieszkańcy niebios i piekieł nie mogli wyjść poza ten dom, który był swojego rodzaju łącznikiem między tymi trzema światami. ...
sobota, 14 czerwca 2008
Morrowind Project :]
Jeden egzamin z głowy zostały jeszcze tylko cztery :] co do dzisiejszego egzamin to wydaje mi się że chyba będzie on zdany w pierwszym terminie :] a co do tematu jaki nosi ten tytuł to chodzi o to że przyszedł dzisiaj do mnie kumpel który nie wiem czy docenił moją twórczość czy po prostu niemiał się do kogo zwrócić z tą prośbą , ale w każdym razie chodzi o to iż jakiś znajomy mojego kumpla bawi się w robienie modów do gry Morrowind kto grał w tą grę to zna ten świat i ogólny zarys. P przynajmniej pod tym względem o który mi chodzi :P a chodzi o to że w tej grze spotyka się coś takiego jak książki, są to książki różnej maści o alchemii, romansidła, o połowie ryb i wiele wiele innych ( tak jak w prawdziwym świecie ) i ja dostałem propozycje napisania takich książek dla tego właśnie kolesia :] wyzwanie podjąłem ale czy mu sprostam ?? kto wie :/ tyle dobrze że pisanie tego jest zaplanowane dopiero na wakacje więc może coś tego wyjdzie ;] jeśli ktoś jest chętny żeby też coś skrobnąć i mieć jakiś wkład w stworzenie nowego nieoficjalnego moda do jednej z ciekawszych gier RPG jakie kiedykolwiek powstały to proszę pisać do mnie na gg :P jak by ktoś nie znalazł na blogu mojego gadu ( bo różnie może być :P ) to n tutaj podaje numerek 1121053
piątek, 13 czerwca 2008
Koleżanka chciała żebym wklepał na bloga i pochwalił się swoją twórczością ( pozdro dla HALLY :P ) bo prawda jest taka że lubię sobie od czasu do czasu różne opowiadanka pisać :P są one na poziomie amatorskim ale mnie one cieszą :] może i wam się spodobają :P
To opowiadanie jest z dedykacją dla wyżej wymienionej Pani i z podziękowaniami dla Dragotha że kiedyś tam zechciało mu się je przeczytać i ocenić :P
P.S. kiedyś myślałem na kolejną częścią tego opowiadania ale póki co nie udało mi się nic konkretnego spłodzić :/
Inna Historia
Obudził mini wybuch.
Coś wybuchło w… w magazynie? W magazynie, w którym znajduje się nasz proch strzelniczy
Nasze najcenniejsze wyposażenie!?
Zerwałem się na równe nogi jak wielu innych śpiących obok mnie, ale to ja jako pierwszy poleciałem zobaczyć, co się stało a przynajmniej tak mi się wydalało. Gdy tak biegłem przez podziemne korytarze myślałem o tym, że to ja tam miałem pilnować, ale Nikerius mnie zastąpił.
Gdy dobiegłem na miejsce zobaczyłem, że cały magazyn jest zasypany.
Musiał wybuchnąć cały zapas prochu żeby zawalił się tak solidny magazyn.
Wszędzie było pełno ziemi kamieni kurzu i błota, ale udało mi się ujrzeć w całym tym bałaganie ludzką rękę i znajdujący się na niej tatuaż. To była ręka należąca do tego nowego.
Jak mu to było na imię...? Toren. Czyli nie myliłem się, co do niego.
Nie wiadomo, kiedy dookoła mnie zebrało się pełno ludzi, więc opuściłem to miejsce żeby nierobie sztucznego tłoku.
Udałem się z powrotem do mojego śpiwora żeby się wyspać do, ktoś za naród bić się musi.
W przeciwieństwie od innych nie zastanawiałem się, dla kogo te nowy pracował, bo i tak jest to już nieważne, co się stało to się nie odstanie. Poszedłem spać i zasnąłem od razu w mięciutkim i wygodnym śpiworze.
* * *
-Wstawać zasrane leniuchy!! – Obudziłem się zrywając się na równe nogi. To wrzeszczał nasz „kochany” Generał – Jak niechcenie zginąć na froncie za ojczyznę to ja się wami zajmę!!
-Aran nie gap się tak po mnie jakbyś się we mnie zakochał tylko zbieraj dupę w troki i na front!! - wydzierał się generał pod moim adresem. W sumie się mu nie dziwie, bo tak właśnie się na niego patrzyłem i nie wiem, czemu.
Moim zadaniem na dzisiaj było pomagać oddziałowi „cieni” podczas zdobywania zamku w Anderewskich górach poszedłem razem z oddziałem w stronę zamku. Miałem ze sobą swój miecz i swoją kusze, którą dostałem w spadku od ojca. Załatwienie wszystkich strażników, którzy mogli podnieść alarm zajęło mi niewiele czasu. Potem oddział „cieni” zajął się resztą strażników, ja miałem czekać na oddział, kiedy wyjdą na wieże i dadzą znak, że zamek został zdobyty. Nawet nie wiem, kiedy ani z jakiego powodu skały nade mną zaczęły się osuwać, potężna lawina schodziła w moją stronę, na szczęście zobaczyłem maleńką jaskinię, więc wskoczyłem tak szybko żeby ukryć się przed lawiną. Przeczekałem tam chwile aż przejdzie lawina. Kiedy wyszedłem z jaskini nasi już dawali znak że zdobyli zamek więc zszedłem z gór żeby się z nimi spotkać. Kiedy tak wracaliśmy jeden z cieni podszedł do mnie i zdjął czarną maskę z twarzy był to mój przyjaciel Arlanden elf wysokiego rodu
-Co robiłeś w tej jaskini? – zapytał zaciekawiony
-Zeszła lawina, więc musiałem się gdzieś schować – trochę się pokaleczyłem, ale to nic wielkiego. Zakażenia nie będzie – mówiąc to uśmiechnąłem się lekko.
-Na tej wojnie żądna rana nie jest poważna – odparł splatając przy tym swoje długie siwe włosy w kucyk
-Ta. Chyba, że spotka cię to, co starego Zarena – i tak wracając do okopów zaczęliśmy wspominać stare dobre czasy, kiedy to technologia nie była aż tak rozwinięta.
W nagrodę oddział cieni i ja mieliśmy resztę dnia wolnego i mogliśmy robić, co chcemy.
Razem z elfem poszliśmy odwiedzić Gorkana, który właśnie „sprzątał” magazyn, znaleźliśmy go w jednej z beczek, która rzeczywiście znajdowała się w magazynie, ale jej pierwotną zawartością wcale nie był proch strzelniczy, ale coś, co też po podpaleniu może wybuchnąć, ale perze jest wtedy, gdy wlewa się to do gardziołka. Mówię oczywiście o spirytusie krasnoludzkim, a wiadomo krasnal jak to krasnal po znalezieniu takiej beczki natychmiastowo się do niej przyssał i teraz leżał w środku i nie mógł z niej wyleźć.
-Cześć moczymordo.
-Jak ci wytnę w tą bladą mordę to rozbijesz się o księżyc.
Krasnal i elf przywitali się jak na przedstawicieli swoich ras przystało
Znalazłem wieko od beczki z tkwiącymi tam jeszcze gwoździami podniosłem je i leżący obok kilof
-Daj spokój- wtrąciłem się w ich rozmowę - nawet ty byś tego nie dokonał, a już na pewno nie w takim stanie.
-Ja ci zaraz pokaże – zripostował Gorgan i próbował się wygramolić z beczki. Arlanden zauważył, że w jednej ręce trzymam wieko beczki a w drugiej kilof. Gdy krasnal już prawie wyszedł z beczki Arlanden wepchnął go tam z powrotem, i razem zaczęliśmy zabijać beczkę wiekiem przy pomocy trzonka od kilofa.
-Ej wypuście mnie do – zaczęła wydzierać się bezskutecznie beczka - To nie jest śmieszne!!
Jak z tond wyjdę to wam nogi z dup powyrywam!!
-Cicho tam - skomentował Arlande i kopnął beczkę, ta zaczęła się lekko chwiać, i wtedy wpadł nam do głów wspaniały pomysł.
-Myślisz o tym, co ja? Zapytałem elfa. Ten tylko się uśmiechnął.
Musiał być to śmieszny widok, kiedy dwóch wariatów w postaci elfa i człowieka biegli za toczą się w dół korytarza beczką i wrzeszczeli UWAGA KRASNAL JEDZIE!!! A potem uciekają, co sił w nogach przed goniącym ich krasnalem trzymającym w ręku deskę z rozbitej beczki.
* * *
Wieczorem Generał wezwał mnie do siebie. Na miejscu okazało się, że jest to mniej oficjalne spotkanie. W teorii miałem iść na patrol w okolicy zamku z gór Anderewskich, a naprawdę wyglądało to tak:
-Aran –zaczął Generał – wiesz że ufam ci bardziej niż innym z moich żołnierzy.
-Tak.
-No właśnie. Dlatego mam dla ciebie propozycje- upił z kubka łyk wina i ciągnął dalej- prawdopodobnie w zamku a dokładniej w jego podziemiach ukryty jest skarb i nie mam tu na myśli prochu czy jakiejś nowinki technicznej tylko złoto. Złoto, które może ustawić do końca życie i zakończyć tą wojną dla ciebie i dla mnie
Popatrzyłem na Generała w z zaciekawieniem w oczach, bo nie często słyszałem o jakimś złocie ukrytym w zamku.
-Dlaczego pan generał sam nie pójdzie po to złoto - zapytałem
-Bo musze czekać dzisiaj na kapitana a obawiam się, że jutro tego złota może juz niebyt – wyjaśnił Generał.
-A, co ja będę z tego miał?? – zapytałem kładąc nacisk na słowo JA
-Czterdzieści procent. - odpowiedział niedbale
-Pięćdziesiąt.
-Czterdzieści pięć.
-Zgoda. - odparłem kończąc tym samym licytację
-Tylko nikomu aniołowa.
Dyskretnie poinformowałem o tym fakcie tylko Arlandea, żeby wiedział, co się stało, jeśli nie wrócę
* * *
Po niespełna półgodzinie szybkiego marszu dotarłem na miejsce. Miałem ze sobą kusze, sztylet i miecz. Miecz, który wykuł ojciec mojej niedoszłej żony a to dla tego, że od pięciu lat nieżywe, ale nie jest to teraz ważne.
Wędrowałem po korytarzach, a poza trzema beczkami znalezionymi przy samym wejściu nie znalazłem nic ciekawego, lecz nie zmartwiło mnie to, bo skarb miał być ukryty w podziemiach, więc zszedłem na ich pozom i znalazłem wejście do jakichś sekretnych tuneli.
Szedłem nimi spokojnie i powoli drogę oświetlając sobie swoim mieczem, który miał taką właściwość, że gdy ja go trzymałem to ostrze świeciło jasnym białym światłem a gdy trzymał go ktoś inny wyglądał on jak zwykły miecz. W końcu dotarłem do jakiejś większej jaskini na końcu, której coś świeciło się żółtym światłem, gdy zacząłem się tam zbliżać zauważyłem, że jest to góra złota. Schowałem miecz i w pośpiechu udałem się w tamtą stronę.
To był błąd. Nagle wyrósł przede mną wielki jak dąb Trol Jaskiniowy, który za nic w świecie Niechciał i po dobroci oddać tego skarbu Trol zamachnął się i walną maczugą w miejsce, w którym przed chwilą stałem, bo zdążyłem odskoczyć w bok Trol wykonał kolejny zamach, ale tedy strzała wbiła się w jego szyje, tam gdzie ma najmiększą skórę, ale i tak nie wbiła się dostatecznie głęboko, a potem krasnal pobiegł w stronę Trola dzierżąc obusieczny topór i wydzierając się – Ja ci pokaże jak zabija się Trole!!!
Po chwilce pokonał tą samą drogę, ale w przeciwnym kierunku i w powietrzu. Spowodowane to było maczugą Trola.
Elf zaczął strzelać z łuku najszybciej jak mógł widziałem, że próbuje trafić oczy, ale jakoś nie mógł tego dokonać, więc wyjąłem swój miecz i przebiegłem między nogami Trola przecinając mu przy tym ścięgna. Ten przewracając się walną maczugą o jedną z wiszących nad jego głową skał, która po spotkaniu się z maczugą spadła na głowę jej właściciela powodując tym samym nagłą śmierć i koniec żywota tej bestii.
Gorgan by mieć pewność, że bestia nie wstanie podszedł do niej i kilkoma sprawnymi uderzeniami odrąbał jej to, co kiedyś nazywało się głową
-I tak zabija się Trole Jaskiniowe – pouczał nas Gorgan.
Nagle jakaś strzała przeleciała koło nas i rozbiła się o pobliskie kamienie na tyle duże, że mogły tworzyć naturalną ochron przed wrogiem, więc nie zastanawiając się zbyt długo pobiegliśmy ukryć się za nimi.
-Kto to do nas do cholery strzela?!?! - zapytałem grzecznie swoich przyjaciół
-Pewnie jakiś porąbany Elf! – zgadywał Gorgan
-Zastanówmy się lepiej jak się go pozbyć - zwrócił nam uwagę Arland – nie dosięgnę z mojego łuku, więc lepiej coś wymyślcie.
-Gorgan masz spirytus. - zapytałem
-To nie czas na picie – skomentował krasnal
-Arland łap!- zawołałem i rzuciłem Elfowi moją kusze – A ty Gorgan oblej mnie spirytusem.
Nie musiałem mówić już nic więcej. Elf ładował kusze a Krasnal po oblaniu mnie spirytusem przy użyciu skały za, którą byliśmy schowani i swojego topora próbował wykrzesać iskry.
W końcu mu się to udało iskry spadły na mnie, na moje ubranie, które było mokre od spirytusu.
Normalny człowiek usmażył, by się w tych płomieniach, ale ja nie jestem normalnym człowiekiem, mnie ogień nie robi nic złego wprost przeciwnie mnie on leczy rany. Więc wyszedłem na środek jaskini żeby odwrócić uwagę od elfa, który w tej chwili składał się do strzału. W końcu znad przeciwka przestały nadlatywać strzały a ja siłą woli sprawiłem, że ogień, który przed chwilą był na moim ciele zgasł. Gdy podeszliśmy w miejsce zobaczyliśmy naszego generała z bełtem w piersi.
-Teraz już wiem, czemu się ciebie boi.- powiedział Generał kiedy tylko mnie zobaczył.
-Kto się mnie boi??- zapytałem
-To teraz nieważne –odparł Generał i kaszleć krwią – uciekajcie jak najdalej od frontu, bo inni zbuntowani żołnierze będą chcieli was zabić.
Po tych słowach. Generał wyzionął ducha a my nie kłóciliśmy się z ostatnią wolą nieboszczyka jak staliśmy nad zwłokami tak wyszliśmy z zamku i w pewnym sensie zadowoleni, że opuszczamy front i wyruszyliśmy w poszukiwaniu przygód, które miały odmienić nasze życie i zakończyć tą przeklętą wojnę, ale to już całkiem inna historia.
To opowiadanie jest z dedykacją dla wyżej wymienionej Pani i z podziękowaniami dla Dragotha że kiedyś tam zechciało mu się je przeczytać i ocenić :P
P.S. kiedyś myślałem na kolejną częścią tego opowiadania ale póki co nie udało mi się nic konkretnego spłodzić :/
Inna Historia
Obudził mini wybuch.
Coś wybuchło w… w magazynie? W magazynie, w którym znajduje się nasz proch strzelniczy
Nasze najcenniejsze wyposażenie!?
Zerwałem się na równe nogi jak wielu innych śpiących obok mnie, ale to ja jako pierwszy poleciałem zobaczyć, co się stało a przynajmniej tak mi się wydalało. Gdy tak biegłem przez podziemne korytarze myślałem o tym, że to ja tam miałem pilnować, ale Nikerius mnie zastąpił.
Gdy dobiegłem na miejsce zobaczyłem, że cały magazyn jest zasypany.
Musiał wybuchnąć cały zapas prochu żeby zawalił się tak solidny magazyn.
Wszędzie było pełno ziemi kamieni kurzu i błota, ale udało mi się ujrzeć w całym tym bałaganie ludzką rękę i znajdujący się na niej tatuaż. To była ręka należąca do tego nowego.
Jak mu to było na imię...? Toren. Czyli nie myliłem się, co do niego.
Nie wiadomo, kiedy dookoła mnie zebrało się pełno ludzi, więc opuściłem to miejsce żeby nierobie sztucznego tłoku.
Udałem się z powrotem do mojego śpiwora żeby się wyspać do, ktoś za naród bić się musi.
W przeciwieństwie od innych nie zastanawiałem się, dla kogo te nowy pracował, bo i tak jest to już nieważne, co się stało to się nie odstanie. Poszedłem spać i zasnąłem od razu w mięciutkim i wygodnym śpiworze.
* * *
-Wstawać zasrane leniuchy!! – Obudziłem się zrywając się na równe nogi. To wrzeszczał nasz „kochany” Generał – Jak niechcenie zginąć na froncie za ojczyznę to ja się wami zajmę!!
-Aran nie gap się tak po mnie jakbyś się we mnie zakochał tylko zbieraj dupę w troki i na front!! - wydzierał się generał pod moim adresem. W sumie się mu nie dziwie, bo tak właśnie się na niego patrzyłem i nie wiem, czemu.
Moim zadaniem na dzisiaj było pomagać oddziałowi „cieni” podczas zdobywania zamku w Anderewskich górach poszedłem razem z oddziałem w stronę zamku. Miałem ze sobą swój miecz i swoją kusze, którą dostałem w spadku od ojca. Załatwienie wszystkich strażników, którzy mogli podnieść alarm zajęło mi niewiele czasu. Potem oddział „cieni” zajął się resztą strażników, ja miałem czekać na oddział, kiedy wyjdą na wieże i dadzą znak, że zamek został zdobyty. Nawet nie wiem, kiedy ani z jakiego powodu skały nade mną zaczęły się osuwać, potężna lawina schodziła w moją stronę, na szczęście zobaczyłem maleńką jaskinię, więc wskoczyłem tak szybko żeby ukryć się przed lawiną. Przeczekałem tam chwile aż przejdzie lawina. Kiedy wyszedłem z jaskini nasi już dawali znak że zdobyli zamek więc zszedłem z gór żeby się z nimi spotkać. Kiedy tak wracaliśmy jeden z cieni podszedł do mnie i zdjął czarną maskę z twarzy był to mój przyjaciel Arlanden elf wysokiego rodu
-Co robiłeś w tej jaskini? – zapytał zaciekawiony
-Zeszła lawina, więc musiałem się gdzieś schować – trochę się pokaleczyłem, ale to nic wielkiego. Zakażenia nie będzie – mówiąc to uśmiechnąłem się lekko.
-Na tej wojnie żądna rana nie jest poważna – odparł splatając przy tym swoje długie siwe włosy w kucyk
-Ta. Chyba, że spotka cię to, co starego Zarena – i tak wracając do okopów zaczęliśmy wspominać stare dobre czasy, kiedy to technologia nie była aż tak rozwinięta.
W nagrodę oddział cieni i ja mieliśmy resztę dnia wolnego i mogliśmy robić, co chcemy.
Razem z elfem poszliśmy odwiedzić Gorkana, który właśnie „sprzątał” magazyn, znaleźliśmy go w jednej z beczek, która rzeczywiście znajdowała się w magazynie, ale jej pierwotną zawartością wcale nie był proch strzelniczy, ale coś, co też po podpaleniu może wybuchnąć, ale perze jest wtedy, gdy wlewa się to do gardziołka. Mówię oczywiście o spirytusie krasnoludzkim, a wiadomo krasnal jak to krasnal po znalezieniu takiej beczki natychmiastowo się do niej przyssał i teraz leżał w środku i nie mógł z niej wyleźć.
-Cześć moczymordo.
-Jak ci wytnę w tą bladą mordę to rozbijesz się o księżyc.
Krasnal i elf przywitali się jak na przedstawicieli swoich ras przystało
Znalazłem wieko od beczki z tkwiącymi tam jeszcze gwoździami podniosłem je i leżący obok kilof
-Daj spokój- wtrąciłem się w ich rozmowę - nawet ty byś tego nie dokonał, a już na pewno nie w takim stanie.
-Ja ci zaraz pokaże – zripostował Gorgan i próbował się wygramolić z beczki. Arlanden zauważył, że w jednej ręce trzymam wieko beczki a w drugiej kilof. Gdy krasnal już prawie wyszedł z beczki Arlanden wepchnął go tam z powrotem, i razem zaczęliśmy zabijać beczkę wiekiem przy pomocy trzonka od kilofa.
-Ej wypuście mnie do – zaczęła wydzierać się bezskutecznie beczka - To nie jest śmieszne!!
Jak z tond wyjdę to wam nogi z dup powyrywam!!
-Cicho tam - skomentował Arlande i kopnął beczkę, ta zaczęła się lekko chwiać, i wtedy wpadł nam do głów wspaniały pomysł.
-Myślisz o tym, co ja? Zapytałem elfa. Ten tylko się uśmiechnął.
Musiał być to śmieszny widok, kiedy dwóch wariatów w postaci elfa i człowieka biegli za toczą się w dół korytarza beczką i wrzeszczeli UWAGA KRASNAL JEDZIE!!! A potem uciekają, co sił w nogach przed goniącym ich krasnalem trzymającym w ręku deskę z rozbitej beczki.
* * *
Wieczorem Generał wezwał mnie do siebie. Na miejscu okazało się, że jest to mniej oficjalne spotkanie. W teorii miałem iść na patrol w okolicy zamku z gór Anderewskich, a naprawdę wyglądało to tak:
-Aran –zaczął Generał – wiesz że ufam ci bardziej niż innym z moich żołnierzy.
-Tak.
-No właśnie. Dlatego mam dla ciebie propozycje- upił z kubka łyk wina i ciągnął dalej- prawdopodobnie w zamku a dokładniej w jego podziemiach ukryty jest skarb i nie mam tu na myśli prochu czy jakiejś nowinki technicznej tylko złoto. Złoto, które może ustawić do końca życie i zakończyć tą wojną dla ciebie i dla mnie
Popatrzyłem na Generała w z zaciekawieniem w oczach, bo nie często słyszałem o jakimś złocie ukrytym w zamku.
-Dlaczego pan generał sam nie pójdzie po to złoto - zapytałem
-Bo musze czekać dzisiaj na kapitana a obawiam się, że jutro tego złota może juz niebyt – wyjaśnił Generał.
-A, co ja będę z tego miał?? – zapytałem kładąc nacisk na słowo JA
-Czterdzieści procent. - odpowiedział niedbale
-Pięćdziesiąt.
-Czterdzieści pięć.
-Zgoda. - odparłem kończąc tym samym licytację
-Tylko nikomu aniołowa.
Dyskretnie poinformowałem o tym fakcie tylko Arlandea, żeby wiedział, co się stało, jeśli nie wrócę
* * *
Po niespełna półgodzinie szybkiego marszu dotarłem na miejsce. Miałem ze sobą kusze, sztylet i miecz. Miecz, który wykuł ojciec mojej niedoszłej żony a to dla tego, że od pięciu lat nieżywe, ale nie jest to teraz ważne.
Wędrowałem po korytarzach, a poza trzema beczkami znalezionymi przy samym wejściu nie znalazłem nic ciekawego, lecz nie zmartwiło mnie to, bo skarb miał być ukryty w podziemiach, więc zszedłem na ich pozom i znalazłem wejście do jakichś sekretnych tuneli.
Szedłem nimi spokojnie i powoli drogę oświetlając sobie swoim mieczem, który miał taką właściwość, że gdy ja go trzymałem to ostrze świeciło jasnym białym światłem a gdy trzymał go ktoś inny wyglądał on jak zwykły miecz. W końcu dotarłem do jakiejś większej jaskini na końcu, której coś świeciło się żółtym światłem, gdy zacząłem się tam zbliżać zauważyłem, że jest to góra złota. Schowałem miecz i w pośpiechu udałem się w tamtą stronę.
To był błąd. Nagle wyrósł przede mną wielki jak dąb Trol Jaskiniowy, który za nic w świecie Niechciał i po dobroci oddać tego skarbu Trol zamachnął się i walną maczugą w miejsce, w którym przed chwilą stałem, bo zdążyłem odskoczyć w bok Trol wykonał kolejny zamach, ale tedy strzała wbiła się w jego szyje, tam gdzie ma najmiększą skórę, ale i tak nie wbiła się dostatecznie głęboko, a potem krasnal pobiegł w stronę Trola dzierżąc obusieczny topór i wydzierając się – Ja ci pokaże jak zabija się Trole!!!
Po chwilce pokonał tą samą drogę, ale w przeciwnym kierunku i w powietrzu. Spowodowane to było maczugą Trola.
Elf zaczął strzelać z łuku najszybciej jak mógł widziałem, że próbuje trafić oczy, ale jakoś nie mógł tego dokonać, więc wyjąłem swój miecz i przebiegłem między nogami Trola przecinając mu przy tym ścięgna. Ten przewracając się walną maczugą o jedną z wiszących nad jego głową skał, która po spotkaniu się z maczugą spadła na głowę jej właściciela powodując tym samym nagłą śmierć i koniec żywota tej bestii.
Gorgan by mieć pewność, że bestia nie wstanie podszedł do niej i kilkoma sprawnymi uderzeniami odrąbał jej to, co kiedyś nazywało się głową
-I tak zabija się Trole Jaskiniowe – pouczał nas Gorgan.
Nagle jakaś strzała przeleciała koło nas i rozbiła się o pobliskie kamienie na tyle duże, że mogły tworzyć naturalną ochron przed wrogiem, więc nie zastanawiając się zbyt długo pobiegliśmy ukryć się za nimi.
-Kto to do nas do cholery strzela?!?! - zapytałem grzecznie swoich przyjaciół
-Pewnie jakiś porąbany Elf! – zgadywał Gorgan
-Zastanówmy się lepiej jak się go pozbyć - zwrócił nam uwagę Arland – nie dosięgnę z mojego łuku, więc lepiej coś wymyślcie.
-Gorgan masz spirytus. - zapytałem
-To nie czas na picie – skomentował krasnal
-Arland łap!- zawołałem i rzuciłem Elfowi moją kusze – A ty Gorgan oblej mnie spirytusem.
Nie musiałem mówić już nic więcej. Elf ładował kusze a Krasnal po oblaniu mnie spirytusem przy użyciu skały za, którą byliśmy schowani i swojego topora próbował wykrzesać iskry.
W końcu mu się to udało iskry spadły na mnie, na moje ubranie, które było mokre od spirytusu.
Normalny człowiek usmażył, by się w tych płomieniach, ale ja nie jestem normalnym człowiekiem, mnie ogień nie robi nic złego wprost przeciwnie mnie on leczy rany. Więc wyszedłem na środek jaskini żeby odwrócić uwagę od elfa, który w tej chwili składał się do strzału. W końcu znad przeciwka przestały nadlatywać strzały a ja siłą woli sprawiłem, że ogień, który przed chwilą był na moim ciele zgasł. Gdy podeszliśmy w miejsce zobaczyliśmy naszego generała z bełtem w piersi.
-Teraz już wiem, czemu się ciebie boi.- powiedział Generał kiedy tylko mnie zobaczył.
-Kto się mnie boi??- zapytałem
-To teraz nieważne –odparł Generał i kaszleć krwią – uciekajcie jak najdalej od frontu, bo inni zbuntowani żołnierze będą chcieli was zabić.
Po tych słowach. Generał wyzionął ducha a my nie kłóciliśmy się z ostatnią wolą nieboszczyka jak staliśmy nad zwłokami tak wyszliśmy z zamku i w pewnym sensie zadowoleni, że opuszczamy front i wyruszyliśmy w poszukiwaniu przygód, które miały odmienić nasze życie i zakończyć tą przeklętą wojnę, ale to już całkiem inna historia.
Przemyśłenia :p
Wczoraj wieczorem leżąc sobie w łóżeczku zastanawiałem się co napisać na blogu. Czy napisać o jakichś przemyśleniach ( które za cholerę nie chciały mi przyjść do głowy ) czy też może o moich problemach z pewnymi dziewczynami :/ ale nagle zdałem sobie sprawę że tak naprawdę na chwile obecną są to błahostki którymi nie powinienem zaprzątać sobie głowy. Tak samo jak tym blogiem, a spowodowane jest to tym iż w tą sobotę mam pierwszy egzamin sesji letniej z „teorii i zasad projektowania” a tak naprawdę to prawie nic się niemczyłem no może raz czy dwa przeczytałem pytania i odpowiedzi na tek egzamin ale za nic w świecie odpowiedzi te niecącą mi wejść do głowy i zostać w niej. Pocieszam się tylko tym iż podobnie miałem w sesji zimowej ale nie chce po raz kolejny zdawać wszystkiego w ostatnim terminie. Teraz się zastanawiam po co to pisze zamiast wziąć się do nauki przecież egzamin jest już jutro :/
No nic w takim razie póki co będę kończył i brał się do nauki :/ trzymajcie za mnie kciuki :P
No nic w takim razie póki co będę kończył i brał się do nauki :/ trzymajcie za mnie kciuki :P
czwartek, 12 czerwca 2008
:]
W końcu po wielu nie owocnych próbach założenia bloga na jednym z przodujących portali ( onet.pl :P ) udało mi się ale nie na onecie tylko tutaj :P
Witam wszystkich :] nazywam się Wojtek i pochodzę z Bielska-B. na chwile obecną mam 20 wiosenek i studiuje architekturę krajobrazu ( w B-B)
póki co nie mam czasu żeby skrobnąć coś więcej ale mam nadzieje że niedługo mi się uda i coś napisze :P
Witam wszystkich :] nazywam się Wojtek i pochodzę z Bielska-B. na chwile obecną mam 20 wiosenek i studiuje architekturę krajobrazu ( w B-B)
póki co nie mam czasu żeby skrobnąć coś więcej ale mam nadzieje że niedługo mi się uda i coś napisze :P
Subskrybuj:
Posty (Atom)

